zásobníky na vodu -
- poleciła ciocia Pol.
- Jeszcze nie - rzucił Wilk.
- To ważne - jej twarz stwardniała.
- Możesz to załatwić później. Wysłuchajmy tej historii do końca. Zło już się stało. Mów dalej, Garionie. Co jeszcze widziałeś?
Chłopiec nabrał tchu.
- Dobrze - łatwiej mu było rozmawiać ze starcem niż z królami. - Jeszcze raz zobaczyłem tego człowieka w zielonym płaszczu tego dnia, gdy pojechaliśmy na polowanie. Spotkał się w lesie z mężczyzną o żółtych włosach i bez brody. Rozmawiali chwilę i słyszałem, co mówią. Ten żółtowłosy chciał wiedzieć, o czym radzicie w tej sali.
- Powinieneś zaraz przyjść do
mnie - wtrącił król Anheg.
- Walczyłem z dzikiem - wyjaśnił chłopiec. - Uderzyłem głową o drzewo i straciłem przytomność. Nie pamiętałem o niczym aż do dzisiejszego ranka. Kiedy król Fulrach wezwał tutaj Durnika, poszedłem się rozejrzeć. Trafiłem do części pałacu, gdzie dach zapadł się zupełnie, i znalazłem ślady. Podążyłem za nimi i po pewnym czasie znowu zobaczyłem człowieka w zielonym płaszczu. Wtedy sobie przypomniałem. Ruszyłem za nim, a on wszedł w korytarz biegnący gdzieś nad tą salą. Schował się tam i słuchał, o czym mówicie.
- Jak sądzisz, Garionie, ile mógł podsłuchać? - zapytał zásobníky
na vodu król Cho-Hag.
- Rozmawialiście o kimś zwanym Apostatą. Zastanawialiście się, czy mógłby wykorzystać jakąś moc, by przebudzić nieprzyjaciela od bardzo dawna uśpionego. Niektórzy sądzili, że należy ostrzec Arendów i Tolnedran, ale pan Wilk tak nie uważał. A Durnik mówił, że ludzie w Sendarii będą walczyć, gdyby nadeszli Angarakowie. Wszyscy byli zaszokowani.
- Ukryłem się niedaleko człowieka w zielonym płaszczu - wyjaśnił Garion. - Z pewnością słyszał to samo, co ja. Potem nadeszli żołnierze i on uciekł. Postanowiłem wtedy opowiedzieć o wszystkim Barakowi.
- Gdzieś tutaj - Silk stanął przy ścianie i wskazał w róg sufitu.
- Zaprawa się wykruszyła. Przez szczeliny między kamieniami nasze głosy docierają do korytarza piętro wyżej.
- Bardzo wartościowego chłopaka przywiozłaś ze sobą. lady Polgaro - stwierdził z powagą król Rhodar. - Gdyby szukał zajęcia, może coś bym dla niego znalazł. Gromadzenie informacji to interesujący zawód, a on ma chyba naturalne uzdolnienia w tej dziedzinie.
- Ma także inne zdolności - odparła ciocia Pol. - Jest bardzo dobry, jeśli idzie o trafianie do miejsc, gdzie nie powinien się znaleźć.
- Nie bądź dla niego zbyt sroga, Polgaro - wtrącił Anheg. - Oddał nam wielką przysługę, za którą być
może piece nigdy nie będziemy w stanie się odwdzięczyć.
Garion skłonił się i cofnął przed nieruchomym wzrokiem cioci Pol.
- Kuzynie - Anheg zwrócił do Baraka. - Jak słyszałeś, mamy w pałacu nieproszonego gościa. Chciałbym zamienić kilka słów z tym szpiegiem w zielonym płaszczu.
- Wezmę paru ludzi - rzekł groźnie olbrzym. - Wywrócimy pałac dachem w dół, potrząśniemy trochę i zobaczymy, co wypadnie.
- Chciałbym go dostać mniej więcej całego.
- Oczywiście.
- Ale bez przesady. Byle tylko mógł mówić, a całkowicie zaspokoi nasze potrzeby.
- Dopilnuje, kuzynie, by był należycie rozmowny, gdy ci go przyprowadzę - wyszczerzył zęby Barak.
Blady
uśmiech przemknął po wargach Anhega, a olbrzym ruszył ku drzwiom.
Król spojrzał na żonę Baraka.
- Chciałbym także tobie podziękować, lady Merel - powiedział. - Pewien jestem, że odegrałaś znaczącą rolę w przedstawieniu nam tej sprawy.
- Nie potrzebuję podziękowań, wasza królewska mość. To był mój obowiązek.
Anheg westchnął.
- Czy zawsze musi to być obowiązek, Merel? - zapytał ze smutkiem.
- Czy jeszcze coś się liczy?
- Bardzo wiele. Ale sama musisz to odkryć.
- Garionie - zawołała ciocia Pol. - Chodź tutaj.
- Już idę - odparł chłopiec i zbliżył się lękliwie.
- Nie bądź głuptasem, kochanie - uspokoiła go. - Nic
piece -
|