Nawigacja

physiogel

physiogel

Ciekawe miejsca
physiogel

physiogel -

korytarza. Zajrzał tam, ale mrok był absolutny i widział jedynie najbliższy fragment podłogi. Zadrżał na myśl o podążaniu po omacku przez czerń, ze zbrojnymi następującymi mu na pięty. Spojrzał na jedyne okienko. Potem przeciągnął skrzynię, by stanąć na niej i wyjrzeć przez szybę. Może zobaczy coś, co pomoże mu odgadnąć, gdzie się znalazł. Wszedł na skrzynię, stanął na palcach i wysunął głowę na zewnątrz. Wieże wyrastały tu i tam wśród spadzistych dachów i nieskończonych galerii pałacu króla Anhega. To beznadziejne. Niczego nie rozpoznawał. Odwrócił się, by zejść na dół, i znieruchomiał nagle. W grubej

warstwie kurzu na podłodze wyraźnie odbijały się odciski jego stóp. Zeskoczył pospiesznie i zerwał poduszkę z dawno nie używanego łoża. Ułożył ją na podłodze i przeciągnął wokół komnaty, zamazując własne ślady. Wiedział, że nie zdoła ukryć faktu czyjejś obecności, lecz zniszczy odciski stóp. Swym rozmiarem natychmiast dowiodłyby Asharakowi czy jego ludziom, że ukrywający się tutaj nie był dorosłym mężczyzną. Kiedy skończył, rzucił poduszkę na łóżko. Metoda nie była doskonała, ale lepsza niż żadna. Z korytarza dobiegło czyjeś wołanie i szczęk stali o stal. Garion odetchnął głęboko i skoczył w mroczne przejście za kotarą. Już po kilku

krokach ciemność stała się absolutna. Czuł dreszcze, gdy pajęczyny muskały mu twarz, a kurz wieków zapierał oddech, unosząc się kłębami spod nóg. Z początku szedł szybko, bardziej niż czegokolwiek pragnąc odejść możliwie daleko od walczących w korytarzu. Potem potknął się i przez straszliwą sekundę był pewien, że runie. W umyśle błysnął obraz stromych schodów, opadających w ciemność. Pojął, że jeśli nie zwolni, w żaden sposób nie zdoła uniknąć upadku. Ruszył ostrożniej, przesuwając jedną rękę po ścianie, a drugą wyciągając do przodu, by odgarniać gęsto zwisające z niskiego stropu pajęczyny. W ciemności stracił poczucie

physiogel czasu i miał wrażenie, że całymi godzinami wymacuje drogę wąskim przejściem, które zdawało się nie mieć końca. Potem, mimo uwagi, zderzył się mocno z szorstką kamienną ścianą. Na moment ogarnęła go panika. Czy korytarz tu właśnie się kończył? Czyżby wpadł w pułapkę? Wtedy dostrzegł kątem oka słaby poblask. Przejście nie kończyło się, lecz skręcało ostro w prawo. Na końcu było jakieś światło i Garion z ulga podążył ku niemu. Blask był coraz mocniejszy i chłopiec przyspieszył kroku. Wkrótce dotarł do jego źródła - wąskiej szczeliny w ścianie, bardzo nisko. Przyklęknął na pokrytych kurzem

kamieniach i wyjrzał. Hala pod nim była ogromna. Wielkie ognisko płonęło w zagłębieniu na środku, a dym unosił się ku otworom w sklepieniu. Znajdowało się wysoko, powyżej miejsca, skąd wyglądał Garion. Choć z góry wszystko wyglądało inaczej, chłopiec od razu rozpoznał salę tronowa króla Anhega. Pod sobą dostrzegł wielką postać króla Rhodara i, mniejszą. Cho-Haga z zawsze obecnym Hettarem za plecami. W pewnej odległości od tronów król Fulrach dyskutował z panem Wilkiem, a w pobliżu czekała ciocia Pol. Żona Baraka rozmawiała o czymś z królową Isleną, a królowa Porenn i królowa Silar stały

obok. Silk spacerował nerwowo, spoglądając od czasu do czasu na silnie strzeżone drzwi. Gariona ogarnęło uczucie ulgi. Był bezpieczny. Właśnie miał krzyknąć, gdy ciężkie odrzwia otworzyły się z rozmachem i do sali wkroczył król Anheg w kolczudze i z mieczem w dłoni. Barak i Strażnik Rivy prowadzili za nim wyrywającego się mężczyznę o płowych włosach, którego Garion widział w dniu polowania. - Drogo zapłacisz za zdradę. Jarviku - rzucił przez ramię Anheg. Z ponura mina podszedł do swego tronu. - Więc już po wszystkim? - spytała ciocia Pol. - Już niedługo, Polgaro - zapewnił Anheg. -

-

Nawigacja