cuve a fuel - cajas para transporte -
choć jej głos świadomie pozostał neutralny i rzeczowy.
— Panie Green, czuję się w obowiązku powiedzieć panu, że takiej postawy spodziewam się po pacjentach ubogich duchowo. Lecz nie po kimś z pańskim pochodzeniem i wykształceniem.
— Sprzeciw moralny.
— Nie przyjmuję tego do wiadomości. Potrzebuję współpracy pana świadomości, a nie moralności.
— Być może nie wiem w tej chwili, kim jestem. Ale jestem najzupełniej pewien, że nie mogłem być kimś, kto by kiedykolwiek...
— Proszę mi wybaczyć, ale pańskie przekonanie jest logicznie błędne. Z matematycznego punktu widzenia istnieje bowiem połowiczne prawdopodobieństwo, że prowadził pan rozwiązły tryb życia. A statystycznie
rzecz biorąc, mogę pana zapewnić, że nawet większe. Właśnie w pańskiej grupie społecznej i zawodowej. W szczególności pańska grupa zawodowa od dawna uczciwie zapracowała sobie na opinię zupełnie nie przy-stosowanej do stawiania czoła realiom życia.
— Ta cholerna baba musiała pani coś naopowiadać.
— O wiele mniej niż cuve a fuel mógłby na to wskazywać pański wrogi stosunek do niej.
— Nie mogłem sobie przypomnieć, kim ona jest, ot co.
— Ale wyglądało na to, że woli pan patrzeć na mnie. Mimo że również nie wiedział pan, kim jestem.
— Wydała mi się pani bardziej wyrozumiała. Wtedy.
— I bardziej
atrakcyjna?
Zawahał się.
— Możliwe. Fizycznie — dodał.
— Czyli mówiąc prościej, wpadłam panu w oko.
— Jestem chorym człowiekiem. Seks jest ostatnią rzeczą, która by mi przyszła do głowy. I na miłość boską, proszę powiedzieć pielęgniarce, żeby przestała skubać mi szyję.
— Czy wolałby pan, żeby przeniosła swe usta w inne miejsce?
Milczał przez chwilę.
— Ohyda.
— Dlaczego, panie Green?
— Bardzo dobrze wie pani, dlaczego.
— Nie, nie wiem.
— Dobra kobieto, mogłem zapomnieć poszczególne fakty. Ale nie zapomniałem zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Gdyby nie to, najprawdopodobniej już dawno bym panią udusił.
Przycisnęła jego bierną rękę nieco mocniej do swej piersi.
— W tym cała
zagadka, cajas para transporte panie Green. Dlaczego pańska, rzekomo gwałtowna, niechęć do naszych metod objawia się tylko w słowach.
— Nie wiem, o co pani chodzi.
— Nawet nie próbował pan nas od siebie odepchnąć, zejść z łóżka, wyjść z pokoju. Jest pan do tego zdolny. Wydawałoby się, że powinno to być naturalnym następstwem pańskiego stanu ducha.
— To nie moja wina, że jestem na wpół zamroczony lekarstwami.
— Nic podobnego. Wcale pan nie jest, panie Green. Mógł się pan tak czuć zaraz po przebudzeniu. Ale obudził się pan dlatego, że dałam panu środek pobudzający. Już dawno zadziałał,
więc nie może się pan zasłaniać lekarstwami. — Poczuł się jak szachista zwabiony w pułapkę bez wyjścia. Lekarka ponownie przycisnęła jego rękę. — Nie robię panu wyrzutów, panie Green. Po prostu proszę.
— Bo... ja niczego nie mogę sobie przypomnieć. Ten, kto przysłał mnie tutaj, wiedział chyba, co robi.
— Czy mam contenedores polietileno przez to rozumieć, że przyznaje pan, iż nasze metody mają jednak jakiś sens?
— To wasze zachowanie mi się nie podoba.
Przez chwilę nie odpowiadała, potem milcząco zdjęła jego rękę ze swej piersi, nieznacznie się odsunęła i odwróciła na drugi bok, tak że znalazła
się z nim twarzą w twarz. Była teraz tak blisko, że miał kłopot, by spojrzeć jej prosto w oczy, lecz coś w nich i całej twarzy zdawało się świadczyć o tym, iż zdała sobie sprawę, że nie da się go dłużej zastraszać. Tym razem to ona spuściła wzrok. Odezwała się prawie szeptem, tak jakby nie chciała, by usłyszała ją leżąca tuż za nim siostra Cory.
— Panie Green, nasza praca nie należy do łatwych. Nie jesteśmy tak do końca pozbawieni zwykłych ludzkich uczuć. Są pacjenci, do których... hm, do których czujemy większą sympatię niż do
contenedores polietileno -
|