obozy rowerowe - kolonie dla dzieci -
w półmroku, by gdzieś powiesić tunikę; potem obchodzi łóżko i podchodzi do zegara z kukułką w odległym kącie. Wiesza ją na głowie kozicy wystającej spod jednego z okapów. Nie patrząc na niego, wraca do łóżka, poprawia poduszki i siada na nich z założonymi rękami. On rusza, by do niej dołączyć.
— Nie, ty nie. Możesz sobie wziąć krzesło i usiąść tam. — Wskazuje miejsce na dywanie trzy metry od łóżka. — I choć raz w życiu posłuchaj kogoś.
On bierze krzesło i siada we wskazanym miejscu; potem również zakłada ręce. Dziewczyna w greckiej fryzurze spogląda na niego z
nie ukrywaną niechęcią i podejrzliwością, potem rzuca szybkie spojrzenie na niższe partie jego ciała, a w końcu przenosi pogardliwy wzrok na lampę nad drzwiami. Zapada cisza, w czasie której jego oczy nie opuszczają jej ciała. Teraz, gdy ukazało się w swej całej krasie, nie zachęca go ono obozy rowerowe bynajmniej do odejścia. Wymyślnie łączy w sobie pruderię z prowokacją, klasykę z nowoczesnością, indywidualizm z kobiecością Ewy, czułość z nieprzejednaniem, teraźniejszość z przeszłością, rzeczywistość ze snem, miękkość z... Rzuca mu ostre spojrzenie.
— Na miłość boską, przestań wpatrywać się we mnie jak sroka w gnat. — On opuszcza
wzrok. — W przeciwieństwie do ciebie, ja próbuję pomyśleć, zanim coś opowiem. — Przytakuje jej skinieniem głowy. — I potraktuj to jako lekcję poglądową. Nie tylko na temat arogancji seksualnej. Na temat, jak szybko i prosto przejść do rzeczy bez nie kończącego się obchodzenia tematu. Mogłabym tu wymienić parę nazwisk. — Znów zapada cisza, po czym ona zaczyna mówić:
— Jeżeli chcesz wiedzieć, stało się to u mnie w domu. Miałam dopiero szesnaście lat. Było tam takie miejsce, górska łąka otoczona gęstymi zaroślami, gdzie czasami chodziłam, by się w samotności poopalać. Było bardzo gorąco, lipiec; zdjęłam tunikę.
kolonie dla dzieci Moja ulubiona ciotka, w zasadzie zawsze bardziej traktowała mnie jak córkę niż jak siostrzenicę, była zagorzałą naturystką. Ona pierwsza nauczyła mnie, by nie wstydzić się własnego ciała. Niektórzy mówią, że jestem do niej nawet podobna. Lubi się też kąpać w morzu latem i zimą. Ale to pewnie nic ci nie mówi. — Rozplata ręce i zakłada je sobie za głowę, wciąż wpatrując się w światło ponad drzwiami. — No więc jestem sobie na mojej łące. W krzakach śpiewają słowiki. Dzikie kwiaty, brzęczące pszczoły, te rzeczy. Promienie słońca na moich piętnastoletnich plecach. Wtedy pomyślałam
sobie, że mogę się poparzyć. Uklękłam więc i natarłam całą skórę oliwą. Nie potrafię sobie wyobrazić dlaczego, ale kiedy tak rozcierałam oliwę, zamiast skupić się na naturystycznych pryncypiach, zaczęłam rozmyślać o pewnym młodym pasterzu. Zupełnie przypadkowo spotkałam go raz czy dwa razy wcześniej. Nazywał się Mopsus. Zupełnie przypadkowo, podczas spacerów. obozy Był tam taki buk, pod którym się wylegiwał, gdy było gorąco. Grywał na fujarce, a jeśli sądzisz, że moja lutnia jest rozstrojona... mniejsza o to. Na miesiąc zanim moja matka... wiesz o moich rodzicach?
Potakuje.
— Po prostu czuła coś do pasterzy. Po rozwodzie.
Ponownie potakuje.
— Jesteś
mężczyzną, nigdy tego nie zrozumiesz. To znaczy, bliźniaki to już aż nadto. Ale dziewięcioraczki, i do tego same córki. Nawet w tamtych czasach powinien panować jakiś umiar. — Spogląda na niego takim wzrokiem, jakby oczekiwała jego sprzeciwu, lecz on przyjmuje najbardziej wyrozumiały wyraz twarzy. — Musiałam z tym żyć przez całe dzieciństwo. Ciągłe kłótnie o alimenty. To nie była tylko wina taty; przez jej ręce przeszło więcej prawników niż ciuchów na wyprzedaży. A poza tym, Bóg mi świadkiem, nieźle na nas zarobiła, kiedy byłyśmy już wystarczająco duże. Objazdowy gabinet osobliwości. Na początku prawie cały czas byłyśmy
obozy -
|