kamizelki ostrzegawcze -
jeszcze coś dodać, lecz usiadł. Faldor zawsze długo pracował nad modlitwami na szczególne, takie jak dzisiejsza, okazje. Lecz trema nieodmiennie l usuwała z pamięci starannie przygotowane słowa. Z tego l powodu jego modlitwy były z reguły bardzo gorące i bardzo l krótkie.
- Jedzcie, przyjaciele - polecił. - Nie pozwólmy tym daniom wystygnąć.
Jedli więc. Anhelda i Eilbrig, którzy wyłącznie dzięki naleganiom Faldora zasiedli do tego jednego wspólnego posiłku, swoje towarzyskie wysiłki skierowali do Murga. On jeden w tej sali został uznany za godnego ich uwagi.
- Od dawna planowałem wizytę w Cthol Murgos - oznajmił napuszonym tonem Eilbrig.
- Zgodzisz się przyjacielu kupcze, że ściślejsze kontakty między wschodem i zachodem to jedyna droga przezwyciężenia wzajemnych uprzedzeń, które popsuły nasze stosunki w przeszłości? l
- My, Murgowie, wolimy własne towarzystwo - odparł krótko mężczyzna z bliznami na twarzy.
- Ale przecież trafiłeś tutaj, przyjacielu - zauważył Eilbrig. - Czy to nie dowód, że kontakty mogą się okazać korzystne?
- Przyjechałem tu w interesach - wyjaśnił Murgo. - Nie z własnej woli odwiedzam to miejsce.
Rozejrzał się po sali.
- Więc to wszyscy twoi ludzie? - spytał Faldora. - Co do jednego.
- Mam podstawy, by przypuszczać, że był tu pewien kamizelki
ostrzegawcze starzec. O siwych włosach i brodzie.
- Nie tutaj, przyjacielu - zapewnił Faldor. - Ja tu jestem najstarszy, a sam widzisz, że daleko mi jeszcze do siwizny.
- Jeden z moich rodaków spotkał przed laty kogoś takiego - oświadczył Murgo. - Towarzyszył mu arendzki chłopiec. Miał chyba na imię Rundorig.
Garion siedział przy sąsiednim stole. Pochylał twarz nad talerzem i nasłuchiwał tak uważnie, iż miał wrażenie, że rosną mu uszy.
- Jest tu jeden Rundorig - przyznał Faldor. - To ten wysoki, na końcu tamtego stołu - pokazał palcem.
- Nie - stwierdził Murgo, przyglądając się z uwagą Rundorigowi. -
To nie chłopiec, którego mi opisano.
- Imię jest dość popularne wśród Arendów - zauważył Faldor. - Pewnie twój przyjaciel spotkał kogoś z innej farmy.
- Na pewno - zgodził się Murgo, na pozór zapominając o sprawie. - Doskonała szynka - dodał, wskazując swój talerz ostrzem sztyletu, którym posługiwał się przy jedzeniu. - Czy te, które trzymasz w wędzarni, są podobnej jakości?
- Nie, przyjacielu kupcze - zaśmiał się Faldor. - Nie zdołasz mnie namówić na rozmowę o interesach.
Murgo uśmiechnął się przelotnie, co robiło dziwne wrażenie na jego poznaczonej twarzy.
- Zawsze warto spróbować. Chętnie za to pochwalę twojego kucharza.
-
бак топливный Komplement dla ciebie, pani Pol - Faldor nieco podniósł głos. - Naszemu przyjacielowi z Cthol Murgos przypadło do gustu twoje dzieło.
- Dziękuję więc za uznanie - odparła ciocia Pol raczej chłodno.
Murgo spojrzał na nią i jego oczy rozszerzyły się lekko, jakby zobaczył kogoś znajomego.
- Wspaniałe dania, szlachetna pani - skłonił się w jej stronę. - Twoja kuchnia to miejsce, gdzie dzieją się czary.
- Nie - odparła z wyniosła miną. - Nie czary. Gotowanie jest sztuką, którą może poznać każdy, kto ma dość cierpliwości. Magia to coś zupełnie innego.
- Lecz magia też jest sztuką, pani.
-
Wielu tak właśnie uważa. Ale prawdziwa magia pochodzi z wnętrza. Nie jest dziełem szybkich palców, zdolnych oszukać oczy.
Murgo przyglądał się jej z nieruchomą twarzą, a ona odpowiedziała kamiennym spojrzeniem. Siedzący w pobliżu Garion miał wrażenie, że to, co dzieje się między nimi, nie ma żadnego związku z wypowiadanymi słowami. Coś niby wyzwanie zawisło w powietrzu. Potem Murgo odwrócił wzrok, jakby lękał się podjąć tę grę.
Gdy uczta dobiegła końca, nadszedł czas na prościutkie przedstawienie, tradycyjnie związane z Dniem Zarania. Siedmiu starszych robotników wymknęło się już wcześniej i teraz pojawili się w drzwiach. Mieli na sobie długie szaty
бак топливный -
|