rfid

rfid

Nawigacja

Ciekawe miejsca
rfid

rfid -

ku końcowi, gdy wróciliśmy do Vo Wacune. Moi wasale odpowiedzieli już na wezwanie Allerana i wszyscy niecierpliwie oczekiwali mnie w pałacu od miesiąca. - Nie są zbyt zadowoleni z tego powodu, ciociu Pol - ostrzegł mnie Alleran. - Ich rody od pokoleń były mnie zaprzysiężone, a te ja oddaję ich niczym stare siodła czy znoszone odzienie. Może uda ci się to stopniowo załagodzić. - Może - odparłam - ale w moim księstwie musi dojść do zmia Alleranie, zasadniczych zmian, więc i tak nie będę cieszyła się zbytnią popularnością. Moi wasale to Arendowie, więc

z pewnością są śmiertelnie urażeni faktem, że ich władca jest kobietą. Nie ma wiec chyba po co udawać, że wszystko jest ładnie i miło? - To twoje księstwo, ciociu Pol. Będziesz w nim rządzić, jak ci się spodoba. Kiedy mamy zorganizować uroczystość? - O jakiej uroczystości mówisz? - Każdy z nich musi złożyć ci przysięgę wierności, po tym jak zwolnię ich z przysięgi mnie złożonej. - Przekazanie praw własności? - To bardzo brutalny sposób ujęcia sprawy, ciociu Pol. - Zastanowił się chwilę. - Jednak celny - dodał. - Ceremonię urządzimy w mojej sali tronowej, jeśli nie masz

nic przeciwko temu. Po uroczystości wywiem się, czy nie będzie ci potrzebna armia do zdławienia rebelii. - Jesteś dziś w doskonałym humorze, prawda, Alleranie? - zapytałam cierpko. Uroczystość w sali tronowej była formalnością, ale Arendowie uwielbiają formalności, więc ta część poszła gładko. Siedziałam na tronie Allerana w diademie i gronostajowej szacie. Po złożeniu przez każdego wasala przysięgi służenia mi i obrony za cenę własnego życia, fortuny i świętego honoru, wygłosiłam krótką przemowę. Zarzuciłam wszystkie archaizmy i przeszłam od razu do rzeczy. - Teraz, gdy jesteśmy już jedną wielką, szczęśliwą rodziną - zaczęłam - wprowadzimy kilka

nowych rfid praw. Zgodnie ze zwyczajem składaliście księciu Alleranowi określoną daninę za zaszczyt służenia mu i zarządzania włościami, które wam powierzył. Książę Alleran oczywiście nie jest rozrzutny, ale wydaje mi się, że te daniny są trochę za wysokie. Nie potrzebuję tylu pieniędzy, więc może obetniemy wasze zobowiązania o połowę na kilka lat i zobaczymy, czy to się sprawdzi? Wasale za wspaniałomyślność nagrodzili mnie piętnastominutową owacją. Niektórzy nawet płakali. W końcu to byli Arendowie. Po zapadnięciu ciszy ponownie zabrałam głos. - A zatem teraz, gdy nie będziecie potrzebować tak wielu pieniędzy na opłacanie dzierżawy, to

może poprawilibyśmy również dobrobyt waszych chłopów? Ja o połowę obcięłam wasze zobowiązania względem mnie, więc okażcie swą wdzięczność, o tyle samo obcinając daninę Ściąganej w pracy i naturze z waszych poddanych. Zmuszacie chłopów do obrabiania swej ziemi, a potem jeszcze ściągacie połowę tego, co zbiorą na własnych polach. Od teraz ograniczycie wymiar przymusowej pracy do jednej czwartej, a co sami wyprodukują, zostawicie na potrzeby ich rodzin. _ Co takiego?! - krzyknął tęgi baron o czerwonej twarzy. Nazywał się Lageron. - Czyżbyś miał kłopoty ze słuchem, panie? - zapytałam. - Powiedziałam: jedna czwarta ich pracy

i nic z ich własnych zbiorów. Przymierający głodem człowiek nie może dobrze pracować. Jeden z baronów trącił łokciem Lagerona i szepnął mu coś na ucho. Byłam niemal pewna, że moi baronowie zamierzali zignorować nowe zarządzenia. - Chcę, abyśmy się dobrze zrozumieli, panowie - powiedziałam. - Z pewnością wszyscy słyszeliście o mnie przedziwne opowieści. -Uśmiechnęłam się. - Nikt chyba nie daje wiary tym bajkom? Roześmieli się. Ja przestałam się uśmiechać i przybrałam wyraz twarzy, którym ojciec zwykł straszyć ludzi. - Lepiej zacznijcie w nie wierzyć, moi panowie - ostrzegłam ich. - Choćbyście nie wiem jak straszne historie o mnie

-

Nawigacja